24.10.2018

[109] Coś Ty zrobiła tym razem, Maas? // Dwór szronu i blasku gwiazd - Sarah J. Maas



Wydaje mi się, że tej autorki nie trzeba nikomu przedstawiać, każdy kiedyś spotkał się z jej imieniem i nazwiskiem, większość z Was czytała także jej książki. Wiele osób ją uwielbia, inni nie rozumieją jej fenomenu, a ona ciągle coś piszę. Tym razem dorwałam dodatek do Dworów. Dzisiaj postaram się Wam przybliżyć plusy i minusy tej książki, która wśród wielu czytelników jest odbierana dosyć słabo.

Jeśli liczyliście na mnóstwo akcji po ostatnim tomie to w tej książce nie liczcie na to. Dwór szronu i blasku gwiazd czasami wygląda jakby był pisany tylko i wyłącznie po to, by go napisać. Momentami ta książka była nijaka, słabo rozwinięta, ale czy jej powstanie coś znaczy? Według mnie owszem. Po najgorszych momentach życia naszych bohaterów możemy do nich powrócić, zobaczyć jak się mają i z jakimi problemami muszą sobie radzić. W bardzo miłej otoczce, bo towarzyszymy im podczas świąt, które wszyscy uwielbiają obchodzić. Wchodzimy w melancholijny nastrój naszych bohaterów, ale także patrzymy z ich punktu widzenia, z jakimi demonami muszą sobie radzić. W końcu także dostaliśmy rozdziały z perspektywy innych bohaterów i to jeden z największych plusów, bo zawsze chciałam wiedzieć co o danej sytuacji myśli, chociażby Rhysand; w tej książce to mamy, niby to kilka rozdziałów, ale zawsze coś.

Tak jak wspominałam już wcześniej, poznajemy demony, które dręczą naszych głównych bohaterów i ze wszystkich postaci pojawiających się w tej książce najbardziej jest mi żal Kasjana oraz Tamlina. Możecie się zastanawiać, dlaczego Tamlina? To nie powinna być trudna odpowiedź; kiedy zdacie sobie sprawę jak Wy byście się czuli gdyby osoba, którą kocha się całym sobą zostawiła Was dla kogoś innego. Rozumiem także, że on ją więził, nie pozwalał mieć własnego zdania, ale był zaślepiony miłością i chyba nie panował nad tym, co właściwie robił. Oczywiście nie można go bronić za popełnione błędy, ale jeśli przeczytacie tę książkę i zobaczycie jak on teraz żyje, prawdopodobnie mnie zrozumiecie. Jemu teraz nie jest potrzebna miłość życia tylko jakiś przyjaciel, który pomoże ułożyć mu życie do kupy. O Kasjanie i jego demonach nie chcę Wam za bardzo pisać, bo podpadałoby to pod spojler, więc staram się tego wystrzegać, jednakże jestem ciekawa jak właśnie jego historia potoczy się w kolejnych częściach, które na ten moment są zapowiedziane. Właśnie wszystkich wątków z tym bohaterem będę najbardziej oczekiwać, bo zasługuje na szczęście, którego niestety na tę chwilę nie ma.

Feyra i Rhysand nie zmienili się za bardzo, dalej żyją swoją wielką miłością i muszą poradzić sobie ze skutkami wojny, ale mają siebie nawzajem i chyba nikt nie jest już na tyle głupi żeby ich rozdzielić. Dają sobie razem radę na dworze i kobieta może dokonywać swoich decyzji, zawsze ma wybór; poprzeć swojego towarzysza lub tego nie robić i to się jej podoba, bo nie ma twardo narzuconego zdania przez mężczyznę. Żyją sobie w Velaris i starają się pomagać, choćby ludzie już nie chcieli ich pomocy. To dla dziewczyny także pierwsze święta spędzone w gronie najbliższych i widać, że się do nich przykłada jak nikt inny. Właśnie ta cała otoczka dobrego nastroju pozwala nam ochłonąć po wydarzeniach z poprzedniej części, kiedy nie mieliśmy właściwie pojęcia jak będzie się toczyć kolejna część i czy w ogóle taka powstanie.

Sarah nie prowadzi w tej książce swojego rozwoju, jeśli czytaliście „Szklany tron”, a później wzięliście się za Dwory to zauważyliście jak wielki postęp ona poczyniła pisząc te książki. Tutaj nie widzę żeby wpadła na coś bardziej odkrywczego niż narracja z perspektywy innych bohaterów niż Feyra; zresztą w przygodach Aelin jest to już powszechnie znane zjawisko, także i nawet tym aspekcie nie za dużo wymyśliła. Napisała jednak mnóstwo bardzo dziwnych scen, zwłaszcza ta przy kolacji, kiedy Amrena się wypowiada; kto czytałam już książkę zrozumie o czym piszę. To sceny, które powodują, że czytelnik może odłożyć książkę i złapać się za głowę, żeby zastanowić się co właśnie się stało. Oczywiście sceny stosunków pomiędzy Rhysandem i Feyrą na pewno nikogo nie zdziwią i choć są dość oryginalne przez chwilę zastanawiałam się jak to może być wykonalne; jeśli wiecie, o którą scenę mi chodzi, możecie pisać co o niej sądzicie, bo ja naprawdę musiałam to przeczytać drugi raz. Gdzieś tam przez przerwę, jaka była między dwoma ostatnimi częściami na początku gubiłam się z bohaterami, ale im bardziej się ich na nowo pokazywało, tym bardziej przypominałam sobie kim dokładnie są.

Czy jednak żałuję, że ta książka powstała i ją przeczytałam? Absolutnie nie, bo gdzieś tam, w niektórych rozmowach nakreśla co będzie się działo później, kiedy przestaniemy skupiać się na dwójce głównych bohaterów i zagłębimy się troszeczkę w innych. Nie ukrywam, że chciałabym dostać kilka rozdziałów z perspektywy Tamlina i dowiedzieć się co siedzi w jego głowie, bo tego niestety nie mieliśmy okazji się dowiedzieć. Cieszę się, że ta książka to taka króciutka historia, która zapewne zostanie wprowadzeniem do trudniejszych czasów, w których nasi bohaterowie się znajdą; to nie nowość, że zło w książkach Maas pojawia się cały czas, jeśli ktoś ginie; to zastępujemy go kimś innym, by nasi bohaterowie musieli być pod górkę, bo bez tego ta książka byłaby dokładnie taka sama jak milion innych. Osobiście nie mogę się doczekać kolejnych części i będę wyczekiwać ich premiery.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje wydawnictwu Uroboros. 

Pozdrawiam, 
Tori!



9 komentarzy:

  1. Ta recenzja u nas też już jest na blogu :) pisała ją akurat Roksana :) my jesteśmy zadowolone z książki. Na niektóre rzeczy padło nowe światło. No i cała Maas. Mamy jeszcze więcej pytań niż na pocZątku 😁
    Pozdrawiam :)
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tylko pierwszą część Dworów i były dla mnie okej, ale bez szału. Kiedyś nadrobię resztę książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wczytywałam się bardzo w recenzję, bo wzięłam się ostatnio za pierwszy tom i nie chcę sobie zdradzać fabuły :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam tej serii :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Domyślam się, o którą scenę Ci chodzi i też się zastanawiam jak to możliwe xD Aczkolwiek w logikę Maas już za bardzo nie wnikam, jest jakaś nadmiernie alternatywna jak dla mnie.
    Ogólnie podobał mi się ten tom bardziej niż poprzednie. Jest spokojny, dość mało się dzieje, ale same zapowiedzi wypadają ciekawie, poza tym mamy domknięcie pewnych spraw... Jak dla mnie dobra książka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam, że to najsłabsza część, ale sama jeszcze nie czytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miło się czyta recenzję, która ma więcej niż dwa zdania na krzyż. U mnie z "Dworami" jest różnie: pierwszą część uwielbiam (albo uwielbiałam), druga bardzo mnie zdenerwowała, trzecia trochę wymęczyła, a z perspektywy czasu dużo mam jej do zarzucenia. Coś mnie jednak do dalszych części ciągnie, mimo że Maas to raczej nie jest moja bajka. Może to moja potrzeba wyżycia się na czymś (recka ACOWARu wciąż się pisze), a może po prostu cicha nadzieja, że seria wróci do swoich początków.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie Maas strzeliła sobie w kolano z armaty już ACOWARem. Kolejnych części tego cyklu czytać nie będę, bo i po co.
    Wolałabym, aby ACOTAR miał dwa tomy, żyłabym spokojniej :D

    OdpowiedzUsuń

Theme by Violett